Forum Ślub i wesele, forum weselne i ślubne

Pełna wersja: Szum automatów, który zagłuszył moje myśli
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Pamiętam doskonale ten listopadowy wieczór, kiedy po raz pierwszy wpisałem w wyszukiwarkę epicstar kod promocyjny. Nie dlatego, że planowałem wielką grę. Wręcz przeciwnie — chciałem tylko zniknąć. Zniknąć z mieszkania, w którym od trzech miesięcy panowała cisza tak gęsta, że aż dzwoniło w uszach. Zniknąć od telefonów, których nie odbierałem. Od siebie samego.

Wtedy epicstar kod promocyjny był dla mnie czymś w rodzaju klucza do innego świata. Nie wiedziałem jeszcze, że to nie klucz, a raczej drzwi, które same się otwierają, kiedy przestajesz pukać.

Zaczęło się głupio. Kolega z pracy, Marek, rzucił przy kawie: „Weź spróbuj, jest taki kod, dostajesz bonus na start”. Wzruszyłem ramionami. Co miałem do stracenia? Kilka złotych? Może godzinę snu? Od dawna nie spałem dobrze. Odkąd Ola wyprowadziła się z naszego mieszkania, noce stały się długie i lepkie. Leżałem w łóżku i wpatrywałem się w sufit, a w głowie odtwarzałem każdą kłótnię, każde słowo, którego nie cofnę.

Pierwsze logowanie do EpicStar było jak wejście do baru o trzeciej nad ranem. Ciemno, ale ciepło. Automaty migały kolorami, a dźwięki przypominały odgłosy miasta, które nigdy nie zasypia. Nie grałem od razu. Krążyłem wzrokiem po ekranie, czytałem regulaminy, które i tak wszyscy olewają. W końcu wpisałem epicstar kod promocyjny i poczułem coś na kształt ulgi. Nie ekscytacji. Ulgi. Jakby ktoś na chwilę zdjął mi z pleców cały ten ciężar.

Zacząłem od małych stawek. Po pięciu złotych, po dziesięć. Nie chodziło o wygraną. Chodziło o to, że przez te kilka minut mój mózg zajmował się czymś innym niż rozpamiętywaniem. Nie myślałem o Oli, o pustym łóżku, o tym, że w pracy udaję, że wszystko jest w porządku. Patrzyłem na wirujące symbole i czekałem. Na co? Sam nie wiem. Może na to, że coś się w końcu ułoży.

I wiecie co? Któregoś wieczoru się ułożyło. Nie od razu, nie za pierwszym razem. Ale po tygodniu, może dwóch, kiedy już niemal zapomniałem, po co tu wchodzę, trafiłem na serię, która zmieniła wszystko. Najpierw mała wygrana, potem większa, a potem automat zaczął sypać jak oszalały. Siedziałem w kuchni przy stole, w słuchawkach, z kubkiem zimnej herbaty i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. To nie były jakieś miliony, ale wystarczyło, żeby poczuć, że los jednak mnie widzi.

śmiałem się sam do siebie. Dosłownie. Siedziałem sam w pustym mieszkaniu i śmiałem się jak dziecko, które znalazło zgubioną zabawkę. Wtedy zrozumiałem, że epicstar kod promocyjny dał mi coś więcej niż bonus. Dał mi pretekst, żeby zostać w domu i nie myśleć o tym, co na zewnątrz. A może raczej — żeby myśleć o czymś innym niż ból.

Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak reklama. Bo nie jest. Gram dalej, ale już inaczej. Nauczyłem się, że to nie jest lekarstwo. To raczej zastrzyk adrenaliny w moment, kiedy rzeczywistość wydaje się zbyt ciężka. Czasem wchodzę tylko po to, żeby przez pół godziny nie być sobą. Żeby nie być facetem, którego zostawiła kobieta. Żeby nie być pracownikiem, który boi się poniedziałku. Żeby być kimś, kto ma szczęście.

Pamiętam też jedną noc, kiedy prawie wygrałem naprawdę duże pieniądze. Zabrakło jednego symbolu. Jeden głupi symbol. Zamiast się wściec, roześmiałem się. Głośno, serdecznie. Bo pomyślałem, że nawet porażka w tym świecie jest lepsza niż porażka w tamtym. Tutaj przynajmniej wiem, na czym stoję. Tutaj nikt nie mówi, że mnie kocha, a potem pakuje walizki.

Teraz, kiedy piszę te słowa, za oknem znowu szaro. Listopad wrócił, ale ja już nie jestem tamtym człowiekiem. Nie uciekam od życia. Raczej uczę się z nim żyć. A EpicStar? To tylko miejsce. Jedno z wielu. Ale to miejsce nauczyło mnie, że nawet w chaosie można znaleźć chwilę spokoju. Czasem trzeba tylko wpisać właściwy kod. I przestać się bać, że wygrana jest tylko na chwilę.

Bo życie toczy się dalej. Z automatem czy bez.