Fakt. Mógłby chociaż uzasadnić takie swoje stanowisko. Argumentacja "nie, bo to nie dla mnie" jest dziecinna i nierzeczowa. A pierścionek nie musi być najdroższy, przecież to bardziej symbol, niż inwestycja. Cóż, już na etapie planowania wspólnego życia trzeba sie uczyc sztuki kompromisu...

Nikt Mu nie każe od razu padać na kolana, dawać bukietu z tysiąca róż i wyciągać zza pazuchy największych brylantów na świecie ;-) jeśli to ta cała otoczka Mu nie odpowiada, to wystarczyłoby, że zapyta: "Kochanie, chcę się z Tobą ożenić, jeśli chcesz zostać moją żoną, to powiedz, czy chciałabyś na pamiątkę tej decyzji otrzymać pierścionek"?

Z każdej sytuacji jest wyjście, które usatysfakcjonuje obie strony

I pomyśleć, że zaręczyny przeżywają taki renesans! A jeszcze nie tak dawno słowa "narzeczony" i "narzeczona" były traktowane jako XIX-wieczny przeżytek, mało komu przychodziło to do głowy. No cóż, niezbadane są wyroki...

No zaręczyny to umowne. Taka tradycja, żeby się zgodziła przed ślubem, a nie odrzuciła przed ołtarzem, ale nie ma obowiązku. Nie sprawdza tego nikt.